Jan Paweł II i Opus Dei

"Obaj przybyli do Rzymu w tym samym 1946 r., ale nigdy się w Wiecznym Mieście nie spotkali". Co łączy Jana Pawła II ze św. Josemaríą, Założycielem Opus Dei? Odpowiedzi stara się udzielić "Dziennik" w dodatku "Cuda Jana Pawła II".

Opus Dei

Prałat, który pokazał, jak się uświęcić przez pracę

Obaj przybyli do Rzymu w tym samym 1946 r., ale nigdy się w Wiecznym Mieście nie spotkali. Przynajmniej żadne kalendarium faktu takiego nie odnotowało. Pierwszy przyjechał z Hiszpanii, by nad Tybrem spędzić resztę życia, drugi - z Polski - zatrzymał się na krótko, zaledwie na dwa lata studiów doktoranckich. Właściwy watykański „ingres" Polaka miał nastąpić 32 lata później, gdy Hiszpan już nie żył, ale jego dzieło żyło i rozwijało się, wywierając wpływ na kształtowanie się w Kościele nowego podejścia do apostolatu świeckich. Hiszpan to ks. Josemaria Escriva de Balaguer, założyciel Opus Dei. Przybysz z Polski, ks. Karol Wojtyła, miał być tym, który jako papież Jan Paweł II wyniesie go na ołtarze.

Chociaż więc nie był św. Josemaría bezpośrednim nauczycielem Karola Wojtyły, jego poglądy, przekazane przez uczniów i zwolenników, współkształtowały pogląd krakowskiego metropolity i papieża na znaczenie apostolatu świeckich, a w szczególności uświęcenia życia codziennego przez pracę.

Urodzony na początku XX w. w rodzinie właściciela zakładu włókienniczego nie cierpiał niedostatku, jednak seria dramatycznych wydarzeń sprawiła, że jego dzieciństwo nie należało do najszczęśliwszych. Zmarły trzy spośród jego sióstr, wcześniej on sam w wieku dwóch lat znalazł się na krawędzi śmierci. Kiedy lekarz orzekł, że chory nie przeżyje już nawet jednego dnia, matka chłopca złożyła obietnicę, że jeśli Matka Boża uratuje syna, zabierze go na pielgrzymkę do położonego w Pirenejach sanktuarium Torreciudad. Zaraz potem Josemaría w niewytłumaczalny sposób wyzdrowiał. Później matka wielokrotnie przypominała mu: „Maryja przeznaczyła cię do czegoś wielkiego, bo wtedy bardziej byłeś umarły niż żywy".

Po serii nieszczęść, w tym i bankructwie firmy ojca, rodzina przeniosła się do miasta Logroño i tam w 1917 r. młody Josemaría postanowił zostać księdzem. Został nim w 1925 r., a już dwa lata później opracował zarys dzieła, którego - jak uważał - oczekiwał od niego Bóg. Tak je właśnie nazwał: Dzieło Boże (Opus Dei). W czasach, kiedy powszechnie uważano, że tylko życie konsekrowane jest drogą do uświęcenia, pogląd, że chrześcijanin może się uświęcić także poprzez spełnianie prostych czynności codziennych i zawodowych, z trudem torował sobie drogę tak wśród hierarchów Kościoła, jak i świeckich.

Kiedy w Hiszpanii wybuchła wojna domowa, rozwój dzieła został zahamowany. Ks. Escrivá, któremu pod władzą republikańską groziło śmiertelne niebezpieczeństwo, przedostał się do Burgos w strefie kontrolowanej przez wojska gen. Franco. Tam też spędził okres II wojny światowej (która ominęła Hiszpanię), nieustannie rozwijając swoje dzieło.

W tym samym czasie na przeciwległym końcu katolickiej Europy, w okupowanym Krakowie, młody Karol Wojtyła czynnie zapoznawał się z apostolatem świeckich w parafii księży salezjanów na Dębnikach. Uczestnicząc w Kole Żywego Różańca prowadzonym przez krawca--mistyka Jana Tyranowskiego, dowiadywał się, jak można uświęcić swoje życie, nie będąc ani księdzem, ani zakonnikiem. Później jednak wybrał stan kapłański.

Gdy ks. Wojtyła pojawił się na rzymskim uniwersytecie Angelicum, ks. Escrivá de Balaguer zapukał do drzwi Kurii Rzymskiej. Był przekonany, że jego dzieło wymaga przyjęcia jakiejś formy organizacyjnej i wśród kurialistów szukał ze swymi współpracownikami wsparcia. Jednak Kościół jeszcze takiej formy się nie dopracował. „Przybyliście o sto lat za wcześnie" - usłyszeli.

Wysoki urzędnik pomylił się o kilkadziesiąt lat. To, co było niemożliwe w latach czterdziestych, ziściło się już na początku lat osiemdziesiątych, gdy papieżem został kardynał z Krakowa. W 1982 r. Jan Paweł II podpisał konstytucję apostolską Ut sit, która ustanawiała prałaturę personalną - zupełnie nową formę organizacyjną w Kościele, podobną do ordynariatu polowego, jak gdyby diecezję o zasięgu światowym, a właściwie ogólnoludzkim, bo bez wyznaczonego terytorium.

Kard. Wojtyła dobrze poznał naukę założyciela Opus Dei zanim został papieżem. Jego przewodnikiem na tej drodze mógł być bp Andrzej Maria Deskur, sekretarz Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, późniejszy kardynał, który mieszkając w Rzymie, przyjaźnił się z najbliższym współpracownikiem ks. prałata Escriyy - ks. Alvaro del Portillo, późniejszym biskupem, i znał jego współpracowników, wśród nich ks. Juliana Herranza, późniejszego kardynała. Na początku lat 70. metropolita krakowski wygłosił w prowadzonym przez Opus Dei rzymskim ośrodku kształcenia księży cykl konferencji, opublikowanych później jako książka „La fede delia Chiesa" (Wiara Kościoła). W1974 r. kard. Wojtyła wystąpił w innym ośrodku Opus Dei, mówiąc o „Ewangelizacji wnętrza osoby'! Zacytował wtedy zdanie z książek prałata Escrivy: „Niech każdy uświęca swoją pracę, uświęca siebie w pracy i uświęca innych przez pracę" Dla znających pisma, dokumenty i inne wystąpienia Jana Pawła II zdanie to współgra z całym papieskim nauczaniem.

W 1978 roku, kiedy po śmierci Pawła VI kard. Wojtyła udał się na konklawe, zanim zamknął się z innymi purpuratami w Kaplicy Sykstyńskiej, by wynieść na tron Piotrowy kard. Albino Lucianiego, udał się z bp. Deskurem do Villa Tevere, by na chwilę uklęknąć przy grobie założyciela Opus Dei. Dwadzieścia cztery lata później na placu św. Piotra, włączając go do grona świętych, znowu przypomniał jego słowa: „Bóg - zwykł mówić Josemaria Escriva - jest zawsze, w każdej chwili obecny w codziennym życiu chrześcijanina, który posiada wiarę, kiedy pracuje lub wypoczywa, kiedy modli się lub kiedy śpi".

Fragment książki Johna Allena "Opus Dei", Świat Książki, 2006: Powszechnie promieniująca siła

Opus Dei nie jest „produktem" Jana Pawła II. Nie był on nawet pierwszym papieżem, który stworzył w prawie kanonicznym nową kategorię specjalnie z myślą o Dziele. (...) Jednak z perspektywy medialnej identyfikacja Jana Pawła II z Opus Dei była tak silna, że w wielu wypadkach ocena jednego rozszerzała się na drugiego.

Szczególnie silnie tendencja ta zaznaczała się w krajach anglojęzycznych, gdzie do pierwszej zakrojonej na szeroką skalę publicznej dyskusji o Opus Dei doszło już w roku 1982, kiedy ustanowiono prałaturę personalną. Wprawdzie i wcześniej można było znaleźć w anglojęzycznych gazetach, czasopismach i innych mediach wzmianki o Opus Dei, ale było to zainteresowanie powierzchowne i epizodyczne. Począwszy od roku 1982 w świecie anglosaskim dyskusja na ten temat rozgorzała na dobre, a mniej więcej w tym samym czasie opinie o Janie Pawle II stały się chłodniejsze.

Z analizy przygotowanej specjalnie dla tej książki przez jednego z przedstawicieli Opus Dei wynika, że przyczyn zbliżenia między Janem Pawłem II i Opus Dei trzeba szukać dużo głębiej niż tylko na płaszczyźnie politycznej. Opracowanie podaje dziesięć przykładów „spontanicznej zbieżności" w sferze „idei, wizji i oceny tego, co powinno być priorytetem w dialogu Kościoła ze współczesnym społeczeństwem". Oto one:

• Powszechne powołanie do świętości

• Wolność i pluralizm chrześcijan

• Jedność i spójność życia

• Apostolstwo świeckich

• Ewangelia pracy

• Rodzina

• Wiara w młodzież

• Życie sakramentalne

• Miłosierdzie i sprawiedliwość

• Wierność Kościołowi

(...) W oczach Jan Pawła II Opus Dei bynajmniej nie było przydatną tylko z politycznego punktu widzenia grupą lojalistów, choć i ten wzgląd mógł wpływać na ich stosunki, ale dostrzegał w nim propagatora „powszechnie promieniującej siły" łaski, z konsekwencjami dla wszystkich dziedzin chrześcijańskiego życia.

  • "Dziennik", 4.11.2006